Serwisy internetowe Uniwersytetu Warszawskiego Nie jesteś zalogowany | zaloguj się

Zanim powstał USOS... (czyli dlaczego USOS jest fajniejszy niż brak USOS-a)

Przez setki lat nie było komputerów, a uczelnie na całym świecie funkcjonowały niezgorzej. Po co więc na siłę ingerować w coś, co zdaje się nie potrzebować żadnych rewolucyjnych ulepszeń? Dlaczego nie może być tak jak w czasach, gdy nikt nie słyszał o Internecie?

Można by długo opowiadać o tym, jak wykorzystanie systemów informatycznych przyspiesza i usprawnia administracyjne aspekty funkcjonowania uczelni, ale co to może obchodzić studenta, który patrzy z niedowierzaniem, jak obsługujący go pracownik szuka spacji na klawiaturze? Albo szacownego profesora, któremu dotychczas komputery nie były potrzebne do szczęścia, a tu nagle zmuszono go do wypełniania protokołu na ekranie monitora, zamiast na niekłopotliwym papierze?

Oto kilka przykładowych sytuacji, wszystkie wzięte z życia:

Rejestracja do grup

Trwają zapisy do grup ćwiczeniowych przedmiotów obowiązkowych. Starosta roku w porozumieniu z władzami wydziału tworzy na kilku kartkach formularz. Każda kartka odpowiada za osobny przedmiot, podzielona jest na kolumny symbolizujące określone grupy ćwiczeniowe. Całość zostaje przybita pinezką do gazetki ściennej na korytarzu. Piętnaście minut później wszystkie najatrakcyjniejsze grupy ćwiczeniowe są już zajęte. Mimo iż grupy mają być dwudziestoosobowe, do tych najbardziej pożądanych zapisało się po około trzydzieści pięć osób. Ci, którzy przybyli zbyt późno, są sfrustrowani. Ktoś jest tak bardzo zły, że kilka godzin później kartki giną w tajemniczych okolicznościach. Pojawia się następny formularz - z adnotacją starosty, że tym razem wszystkie kartki co godzinę będą kserowane. Cała zabawa zaczyna się od nowa. Ci, którzy zapisali się poprzednio jako pierwsi, są wściekli, że nie wiedzieli o nowym formularzu i teraz muszą zapisać się na piątek na dziewiętnastą do pana, który krzyczy na studentów. Po pewnym czasie, gdy powstałe listy zostaną już zatwierdzone, każdy kto będzie starał się zmienić grupę, będzie musiał osobiście znaleźć kogoś, kto zechce się z nim zamienić na grupy. Jeśli znajdzie kogoś chętnego do takiej zamiany, to oboje będą musieli poprosić o zgodę osoby prowadzące zajęcia.

Przy użyciu systemu informatycznego, poprzez Internet, można załatwić sprawę w dużo bardziej sprawiedliwy sposób. Kryteria pierwszeństwa ustanawiane są odgórnie (np. wedle wyników w nauce). Student może określić stopień atrakcyjności każdej grupy, a nie wskazać tylko tę jedną jedyną, jak na papierowej liście. Program przydzielający studentów do grup uwzględni te preferencje oraz postara się, by w miarę możliwości zajęcia studenta nie nachodziły na siebie.

Niemoralna propozycja

Wykładowca prowadzi przedmiot na drugim roku. Pewien student nie zaliczył tego przedmiotu. Przykra sprawa, jakkolwiek student może kontynuować studia - pod warunkiem, że ponownie będzie uczęszczał na przedmiot i jeszcze raz podejdzie do egzaminu. Student jednak nie spełnia tego warunku. Być może cieszy się pewnymi dyskretnymi przywilejami, które pozwalają mu kontynuować naukę. Pisze nawet pracę dyplomową. Gdy praca jest na ukończeniu, u wykładowcy pojawia się promotor studenta z delikatną sprawą: czy nie dałoby się temu studentowi wstecznie dopisać jakiejś marnej trójki z zaległego od lat przedmiotu? No bo on taki zdolny, tylko pewne sprawy głupio zaniedbał, a teraz szkoda by było jego pracy. I nie tylko on, promotor, prosi, żeby zaliczyć studentowi przedmiot. Wykładowca ani myśli tego robić, jakkolwiek nieprzyjemna sytuacja na długo psuje mu humor.

USOS nie pozwala obchodzić przepisów. Cały przebieg studiów każdej osoby jest starannie udokumentowany i nie można weń niepostrzeżenie ingerować. Wykładowca może spać spokojnie ze świadomością, że nie będzie nękany podobnymi brzydkimi prośbami.

Podanie

Zdarza się, że student musi złożyć podanie do dziekanatu lub do samego dziekana. Może to być na przykład wniosek o przyznanie stypendium za dobre wyniki w nauce lub wręcz przeciwnie - prośba o warunkowe zaliczenie semestru. Student musi osobiście napisać podanie i złożyć je w dziekanacie. Wiele próśb składanych jest w okresach największego oblężenia dziekanatów przez studentów. Ponadto może się okazać, że podanie nie spełnia wymogów formalnych (albo warunków estetycznych osoby przyjmującej) i należy napisać je od nowa. Następnie trzeba nękać dziekanat osobiście lub telefonicznie i dopytywać się, czy podanie zostało już rozpatrzone.

W przypadku podań składanych przez Internet wystarczy, że student wypełni rubryki wyświetlonego na ekranie formularza. Wybranie odpowiedniej kategorii podania ułatwi i przyspieszy osobie rozpatrującej segregację kierowanych do niej próśb. Również poprzez Internet student otrzyma odpowiedź. Nie musi zgłaszać się po nią osobiście.

Indeks

Prof. Kowalski jest w swoim gabinecie. W końcu znalazł chwilę na to, by zająć się ważną pracą. Nagle do drzwi puka student i prosi o wpis do indeksu. Nie jest to pora konsultacji prof. Kowalskiego. Prof. Kowalski jest zły, ale wpisuje studentowi ocenę do indeksu i karty egzaminacyjnej. Student wychodzi, a prof. Kowalski przez następne dziesięć minut próbuje zebrać myśli i przypomnieć sobie, nad czym właściwie pracował. Student zasługuje jednak na małe usprawiedliwienie. Bardzo chciał jak najszybciej uzyskać wpis od prof. Kowalskiego. Nigdy nic nie wiadomo, być może prof. Kowalski, tak jak dr Nowak, wyjedzie znienacka za granicę i wróci dopiero w październiku. Chwilowo nikt nie potrafi powiedzieć studentowi, co zrobić z brakiem wpisu od dra Nowaka. Zwłaszcza, że jeśli student nie uzupełni wpisu w ciągu najbliższych kilku dni, utraci prawo do stypendium za dobre wyniki w nauce. Ale problem tego studenta wydaje się błahy w porównaniu ze zmartwieniem jego koleżanki. W dziekanacie wylano kawę na jej kartę egzaminacyjną. Wszystko się rozmazało...

Na szczęście na oceny zgromadzone w bazie danych nie da się wylać kawy. A jak trzęsienie ziemi zniszczy komputery, w których oceny są przechowywane, będzie można wszystko odtworzyć z regularnie tworzonych kopii zapasowych. Jeżeli dr Nowak znów wyjedzie za granicę, nie trzeba będzie martwić się o zbędny w epoce komputerów indeks, a prof. Kowalski nie zostanie oderwany od ważnej pracy. W ostateczości, jeśli dr Nowak zapomni wystawić zaliczenia studentom, każe mu się je uzupełnić przez Internet z pracowni komputerowej na Oksfordzie, gdzie akurat będzie bawił na gościnnych wykładach.

Zły dzień

Studentka wchodzi do dziekanatu. Nie zapukała, a to nieładnie. Pracująca tam pani pierwszy raz widzi studentkę na oczy.

- Proszę wyjść - mówi. - Pani już tu nie studiuje. Została pani skreślona z listy studentów.

Każdy ma zły dzień. Może lepiej załatwić wtedy sprawę przez Internet, siedząc we własnym domu przed monitorem komputera, popijając ciepłe kakao?

Zwykły dzień pełen pracy

Powyższa sytuacja, choć miała miejsce w rzeczywistości, jest przykładem dość ekstremalnym i zostawienie jej bez dodatkowego komentarza skrzywdziłoby wszystkich biegle posługujących się komputerem, kompententnych i uczynnych pracowników administracji uniwersyteckiej. Ponadto zastosowanie na uczelni systemów informatycznych ma służyć nie tylko walce z przypadkami prywaty lub niekompetencji.

Zastosowanie tych wszystkich baz danych, USOS-ów, UL-i i innych wynalazków ma przede wszystkim ułatwiać i przyspieszać wiele spraw. Najbardziej kompetentne, najmilsze dla studentów osoby mogą pracować jeszcze sprawniej i jeszcze szybciej, gdy część ich dotychczasowej pracy jest wykonywana automatycznie. Nawet najbardziej dzielni pracownicy dziekanatów muszą zmagać się z niesamowitą przewagą liczebną - często jest to kilka osób w stosunku do kilkuset studentów, do nawału przedmiotów, programów, protokołów. Dużo szybciej załatwia się naprawdę ważne sprawy, jeśli z kolejki studentów znikną chociażby ci, którzy chcą złożyć podanie albo odebrać podstemplowany indeks.